Obroty towarowe handlu zagranicznego w okresie styczeń – grudzień 2025 r. wyniosły w cenach bieżących 1 553,5 mld zł w eksporcie oraz 1 579,7 mld zł w imporcie. Ujemne saldo osiągnęło 26,3 mld zł. W porównaniu z analogicznym okresem 2024 r. eksport wzrósł o 2%, a import o 3,9% – podał GUS.
Najnowsze dane za cały miniony rok (eksport +2%, import +3,9% i deficyt handlowy na minusie -26,3 mld zł) to twarda weryfikacja struktury polskiego wzrostu. Statystyka jest tu na naszą niekorzyść. Szybszy wzrost importu oznacza ujemny wkład eksportu netto do ostatniego odczytu PKB na poziomie 3,6%.
To, że wzrost jest tak wysoki przy nadal ujemnym deficycie handlowym, dowodzi, że nasz silnik gospodarczy napędza dziś potężny popyt wewnętrzny, a nie koniunktura zagranicznych zamówień. To potwierdza też coraz mniejszą siłę prognostyczną wskaźników PMI.
W praktyce widzimy sytuację odwrotną niż w latach 2016-2019 – przemysł raportuje słabe zamówienia eksportowe, a gospodarka i tak przyspiesza, bo ciężar wzrostu przesunął się na konsumpcję i inwestycje krajowe. Import rośnie przede wszystkim dlatego, że Polacy znowu kupują – od dóbr trwałych po samochody i elektronikę – oraz dlatego, że firmy zaczęły odbudowywać moce produkcyjne i zapasy, sprowadzając komponenty i maszyny.
To klasyczny sygnał wczesnej fazy cyklu ożywienia. Jednocześnie eksport pozostaje ograniczany przez stagnację u głównego partnera handlowego, czyli Niemiec, gdzie przemysł nadal nie odzyskał dynamiki, a europejska gospodarka pozostaje słaba inwestycyjnie. W efekcie Polska rośnie dziś „na przekór” zagranicy – importujemy wzrost poprzez konsumpcję i inwestycje finansowane realnym wzrostem płac i środkami unijnymi, a nie poprzez boom eksportowy.
Makroekonomicznie ma to dwa skutki: po pierwsze presja inflacyjna będzie bardziej uporczywa, bo popyt krajowy jest trudniejszy do schłodzenia niż eksport, po drugie złoty pozostaje relatywnie stabilny, ponieważ napływ funduszy europejskich częściowo równoważy deficyt handlowy. Dla 2026 r. kluczowe będzie, czy do ożywienia wewnętrznego dołączy wreszcie eksport – jeśli niemiecki przemysł ruszy, Polska może wejść w fazę ponadprzeciętnego wzrostu w Europie. Jeśli nie, utrzymamy solidne tempo, ale kosztem wyraźnego pogorszenia salda handlowego i większej ostrożności Rady Polityki Pieniężnej przy obniżkach stóp.
Konfederacja Lewiatan